26 maja 2020

Leigh Bardugo "Szóstka wron"

ilość stron: 496
format: e-book
wydawnictwo: Mag
rok wydania: 2016
cykl: Szóstka wron (tom 1) 

Bardzo długo szukałam książki z gatunku fantastyki, która mnie wciągnie, która pozwoli mi na dłuższą chwilę zapomnieć o bożym świecie. I tak trafiłam na "Szóstkę wron" autorstwa Leigh Bardugo. 
Wystarczyło pięć minut bym przepadła. Ketterdam wciągnął mnie jak odkurzacz. Przepadłam i wcale nie chcę stamtąd wracać. 

Główny bohater Kaz dostaje propozycję nie do odrzucenia - za 30 milionów kruge musi uwolnić przetrzymywanego w Lodowym Dworze człowieka, który posiada wiedzę na temat narkotyku, który zagraża całemu światu. Do zrealizowania planu potrzebni są mu najlepsi, najlepiej wyszkoleni ludzie. Do ekipy dołącza jeszcze 5 osób - Inej, Nina, Matthias, Jesper i Wylan. Ta oto szóstka młodych, ale doświadczonych przez życie osób wybierze się na północ dokonać niemożliwego. Skok stulecia to mało powiedziane. Oni wręcz idą na pewną śmierć. 

Powiem tak - MISTRZOSTWO ŚWIATA!
I tutaj w sumie mogłabym zakończyć recenzję, ale że mam chwilę czasu to jednak sobie trochę pogadam.
To w jaki sposób Bardugo stworzyła świat, zasady w nim panujące, te ciemne zakątki Baryłki, cały Ketterdam i wszystko dookoła... Czuć ten klimat na każdej stronie, w każdym zdaniu. Ja wiem, że to zabrzmi banalnie ale autentycznie nie można się od tej książki oderwać. A jeszcze jeden rozdział, a może jeszcze jeden. I tak dalej.
Największą zaletą tej książki są zdecydowani bohaterowie. Portrety psychologiczne dopracowane do perfekcji. Mimo, że mamy aż 6 głównych postaci, każda z nich ma swoje pięć minut. Każdy bohater ma swoją historię do opowiedzenia, motywy które nim kierują. Niesamowita gamma różnorodnych postaci, których nie da się nie lubić, mimo że momentami są dość chamscy, wulgarni, bez grama empatii. Kaz Brekker to postać kompletna - typowy bad boy z mroczną przeszłością, którego nie da się nie szanować. Jedna z fajniejszych postaci w literaturze z którą miałam przyjemność się "spotkać". Oby było więcej takich książek w tym gatunku. Niby literatura młodzieżowa, ale momentami jest na prawdę mrocznie i niebezpiecznie. 

Jedyne co mogę to polecić wam "Szóstkę wron" jeśli jeszcze nie czytaliście. Genialna fabuła z fajnym zakończeniem, które otwiera nam drogę do drugiej części, po którą niebawem na pewno sięgnę. 

Genialnie się bawiłam podczas czytania, a to jest chyba najważniejsze, prawda? 

Ocena: 10/10

24 maja 2020

Isabel Sterling "Te wiedźmy nie płoną"

ilość stron: 352
format: e-book
wydawnictwo: We need YA
rok wydania: 2020

 
Pewnie was to nie zaskoczy, ale do przeczytania tej książki skłoniły mnie pozytywne recenzje na youtube. Wszyscy zachwalają tę historię a ja po przeczytaniu się zastanawiam - dlaczego? Spodziewałam się wciągającej lektury młodzieżowej a dostałam książkę przy której momentami się męczyłam.

Nastoletnia Hannah jest czarownicą mieszkającą w Salem. Żeby było śmiesznie nikt oprócz sabatu nie wie o jej zdolnościach.  Podczas zabawy na której bawią się znajomi Hanny ze szkoły dochodzi do dość mrocznego incydentu. Po jakimś czasie Hannah odkrywa coś jeszcze, a to prowadzi ją do przekonania, że w mieście pojawiła się Krwawa Wiedźma.

Nawet jak próbuję napisać o czym była ta książka to mam problem. Nudna jak flaki z olejem. Ilość homoseksualizmu na metr kwadratowy wynosił... bardzo dużo.To nie jest tak, że mi taki wątek przeszkadza, nie. Ale nagle się okazuje, że w Salem co trzeci to homoseksualista, transwestyta i inne takie. Po prostu było tego za dużo.
Bohaterowie nie szczególnie warci zapamiętania. Veronica, była dziewczyna Hanny strasznie mnie denerwowała. Zapatrzona w siebie, egoistyczna smarkula. Ahh!! Nie fajne.

Nie rozumiem dlaczego tak wiele osób reklamuje tę książkę.
Nie polecam.

Ocena: 4/10

21 maja 2020

Simon Beckett "Wołanie grobu"

ilość stron: 368
format: e-book
wydawnictwo: Czarna Owca
rok wydania: 2020
cykl: Dr David Hunter (tom 4)

Opis:
Posępne, złowrogie torfowiska niczym sceneria z najlepszych powieści gotyckich oraz poczucie grozy, które towarzyszy czytelnikowi od pierwszej do ostatniej strony książki.
Osiem lat wcześniej wybitny antropolog sądowy – David Hunter – był członkiem ekipy dochodzeniowej, która prowadziła śledztwo w sprawie serii okrutnych morderstw.
Schwytany wtedy mężczyzna przyznał się do zbrodni. Nie odnaleziono jednak zwłok ofiar, choć podejrzewano, że mogły być zakopane na odludnych wrzosowiskach Dartmoor w Anglii.
Po latach koszmar zaczyna się od nowa. Psychopatyczny seryjny morderca ucieka z więzienia i zamierza dopaść tych, którzy dawniej uczestniczyli w śledztwie przeciw niemu i doprowadzili go przed oblicze sprawiedliwości.
Doktor Hunter – pogrążony w osobistej tragedii – znów znajduje się w epicentrum wydarzeń. Zdaje sobie sprawę, że prawda o głośnej sprawie sprzed lat jest zupełnie inna, niż się wydaje.


Ojj panie Beckett. Tak to my się bawić nie będziemy. Jestem oficjalnie obrażona, zawiedziona i zła. Po przeczytaniu trzeciej części tego cyklu myślałam, że jest źle. Myliłam się. Teraz jest gorzej. "Szepty zmarłych" w porównaniu z tą książką to istny majstersztyk. 

Fabuła ma dwie linie czasowe. Osiem lat temu i dzisiaj. 
Osiem lat temu dr. Hunter pomagał przy śledztwie w sprawie morderstw dokonanych na młodych dziewczynach. Morderca w brutalny sposób zabijał i zakopywał zwłoki na odludziu. Podejrzany o zbrodnie trafia do więzienia i jest spokój przez następne osiem lat, aż do momenty gdy morderca ucieka z więzienia i zaczyna polować na te osoby, które pomogły w skazaniu go. 

O matko. Już sama fabuła jest nudna jak flaki z olejem. Ten schemat powtarzał się już tyle razy w innych książkach ze nie miałam absolutnie żadnej frajdy podczas czytania. Ba, w pewnym momencie chciałam odłożyć mój czytnik i już nigdy do tej książki nie wracać. Ale ja człowiek uparty jestem, ze skłonnościami masochistycznymi wiec lekturę dokończyłam. Absolutnie nie było warto, bo gdy ( po wielkich bólach ) doszłam do finału... Myślałam ze mnie krew jasna zaleje. Tak schrzanionego rozwiązania sprawy to ja dawno nie widziałam. O ile w ogóle. Pana Becketta darze ogromna sympatia ze względu na poprzednie książki. Dwie pierwsze z cyklu z dr. Hunterem były genialne. Wiec sentyment zawsze pozostanie. Szczerze mówiąc nie wiem czy odważę się sięgnąć po kolejne książki z serii. Na pewno nie w najbliższym czasie. 

Uwielbiam w książkach pana Becketta to ze są tak dosadne, ze gdy opisuje rozkładające się ciało to ja autentycznie jestem w stanie sobie wyobrazić ten smród. Gdy opisuje stan zwłok to ja mam to przed oczami. Lubie te jego mięsiste, momentami obrzydliwe opisy. W tej książce tego nie było. Na początku delikatny opis zwłok znalezionych w grobie i to tyle. Żadnych sekcji zwłok, żadnych badań. Szkoda, bo własnie to przyciągnęło mnie do tego autora. 

Wspomnieć jeszcze warto o bohaterach. Huntera się nie czepiam, bo on akurat trzyma poziom. Ale Sophie... Jezusie prze najsłodszy jak ta postać mnie irytowała! Histeryczka, samolub, głupek i zdrajca. Strasznie wkurzająca postać. Reszta bohaterów totalnie bezpłciowa wiec nie warto o nich wspominać.

Jak już wspomniałam, nie wiem czy zdecyduje się sięgnąć po kolejne książki z tego cyklu. Może dopiero wtedy, gdy totalnie zapomnę ze przeczytałam „Wołanie grobu”. 

Thriller który okazał się cienki jak barszcz. Chcecie to przeczytajcie, ale ja osobiście nie polecam. Jest masa innych, dużo lepszych książek w tej tematyce. 

Ocena: 5/10

20 maja 2020

Colson Whitehead "Miedziaki"

ilość stron: 288
format: e-book
wydawnictwo: Albatros
rok wydania: 2019

Witam was kochani w ten słoneczny (przynajmniej u mnie) środowy dzień. Mam nadzieję, że u was wszystko ok, że wszyscy są w zdrowiu i szczęściu. Dzisiaj przychodzę do was z recenzją tego oto cudeńka. Kilka dni temu szukałam ciekawych książek do przeczytania na youtube i trafiłam na recenzję tej książki. Nazwisko autora zupełnie nic mi nie mówiło, ale od czego jest internet :) Sprawdziłam i okazało się, że Colson Whitehead w 2017 otrzymał nagrodę Pulitzera za powieść "Kolej podziemna". Czyli jak widać, autor warty uwagi, więc postanowiłam dać mu szansę. Jak ważenia po przeczytaniu? Czy sięgnę po kolejne książki tego pisarza? TAK!

"Miedziak" opowiada historię dwóch młodych chłopców - Elwooda i Turnera, którzy z różnych powodów trafili do Miedziaka - ośrodka wychowawczego. Z zewnątrz ładna posiadłość z zadbanym terenem, wyglądająca jak szkoła a nie złowrogi poprawczak. Niestety to co wydawało się przyjaznym miejscem okazało sie piekłem na ziemi, miejscem z którego wielu „uczniów” nie wróciło. 
Przez wiele, wiele lat w placówce dochodziło do brutalnych pobić, znęcania się psychicznego i fizycznego, wykorzystywania seksualnego oraz wielu innych okropnych rzeczy. 

Jedna, pochopna decyzja może zaważyć na całym życiu. Minuta, która zmienia wszystko.
Czarnoskóry Elwood - wychowujący przez babcie mieszkaniec Tallahassee, bardzo dobry uczeń, grzeczny młodzieniec dorabiający po szkole w trafice. Gdy dostaje się na studia wydawać by się mogło, że świat stoi przed nim otworem. Jedna głupia decyzja zmieniła wszystko.

Rasizm, segregacja rasowa, przemoc, walka z systemem - wszystko w tej jakby nie patrzeć niewielkiej książce - niecałe 300 stron. Historia, która oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Taka "szkoła" istniała na prawdę, gdzieś na Florydzie. Dużo się słyszy o takich placówkach. Czy to poprawczak, dom dziecka, więzienie. Ta historia nie jest odosobniona. Niestety. 

Mimo poruszanych ciężkich tematów, książka nie jest brutalna. Owszem mamy powiedziane, że chłopcy są bici i gwałceni, ale nie jest to szczegółowo opisane. Większość tak na prawdę czytelnik się domyśla. I muszę przyznać, że taki styl mi się podoba. Książka sama w sobie jest przerażająca, wiec dobrze, że autor oszczędził mi szczegółowych opisów bicia i gwałtów. 
Temat "wychowawców" tego zakładu zostawię bez komentarza, bo to jakimi potworami byli, przechodzi ludzkie pojęcie. Nie mieści mi się w głowie, jak człowiek może być zdolny do czegoś takiego. I bezkarność z jaką przyszło im żyć... Nie na moje nerwy. 
Zakończenie... Szczęka mi opadła. Autentycznie. Zupełnie nie tego się spodziewałam.

Książka, którą zdecydowanie warto przeczytać. Autor z którym zdecydowanie warto się zapoznać. 
Colson Whitehead zaskoczył mnie niesamowicie. Już się nie mogę doczekać, aż sięgnę po "Kolej podziemną" 

Ocena: 8/10