01 grudnia 2013

Éric-Emmanuel Schmitt "Małżeństwo we troje"

"Bohater to człowiek, który próbuje być człowiekiem przez całe swoje życie, raz walcząc z innymi, raz walcząc z samym sobą."


Mężczyźni pobrali się kilkadziesiąt lat temu, w głębi kościoła, ukryci w półmroku za kolumnami, podczas gdy w blasku ołtarza toczyła się oficjalna ceremonia zaślubin innej pary. Ich dalsze losy, dalsze losy tej pary, dzięki której ten ślub się odbył.
Pies, który uratował człowiekowi życie. Wojna, obozy w Auschwitz, a między tym prawdziwa, odwzajemniona miłość człowieka do psa. 
"Już wcześniej często miała wrażenie, że żyje w trójkącie, tak bardzo jej drugi mąż przepadał za pierwszym..." Historia o tym, jak świat dowiedział się o Mozarcie.
Czy warto zastanawiać się nad tym, do kogo trafią narządy naszego bliskiego po jego śmierci? Opowiadanie o losach Alby, która traci syna w wypadku. Jest przekonana, że serce po zmarłym trafia do jej chrześniaka, syna jej siostry, który jest ciężko chory, i przeszczepu potrzebuje natychmiast. 
Aborcja - ciężki temat. Czy matka, która usuwa ciążę wiedząc, że jej dziecko jest bardzo chore, jest usprawiedliwiona? 

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego francuskiego poety, i muszę przyznać, że jestem zadowolona. Pięć opowiadań, bardzo różnych, dotykających bardzo różnych problemów. Jedyne, co je łączy to miłość. Pewnie pomyślicie, że to banalne, kolejna książka o miłości ze szczęśliwym zakończeniem. No muszę was rozczarować. Nie zawsze jest tak kolorowo, jakbyśmy chcieli. Éric-Emmanuel Schmitt zafundował nam książkę, która daje do myślenia. Podczas czytania zmusza nas do zastanowienia się nad pewnymi sprawami, o których na co dzień nie myślimy, bo uważamy, że nas one nie dotyczą. Mimo, że opowiadania są krótkie, bohaterowie są przedstawieni tak, byśmy mogli ich dobrze poznać. Są "jacyś". Mają osobowości, różne cechy charakteru, dzięki czemu każdy z nas może znaleźć odrobinę siebie w danej postaci. 

Na uznanie zasługuje także to, że Schmitt w fikcję literacką wplótł wydarzenia, osoby, które rzeczywiście miały miejsce, istniały. Wybuch wulkanu Eyjafjallajökull, który sparaliżował w 2010 r. pół europy. Mozart, który zmarł młodo, zostawiając młodą żonę i dwójkę dzieci. Obozy w Auschwitz, w których przez rok przebywał piętnastoletni chłopiec. Tak ważne dla historii świata wydarzenia wplecione w zwykłe opowiadania. Wplecione w sposób inteligentny, mądry, wszystko pasuje, fajnie się ze sobą łączy. Świetna robota! Jestem zachwycona tą książką! 

Pióro pana Schmitt jest niezwykle lekkie. Książkę czyta się z przyjemnością, wręcz się ją pochłania. Sama okładka także bardzo dobra. Prosta, a jednak ma to coś w sobie. 
Kolejnym plusem, który mnie osobiście zachwycił, to "kilka słów" od autora na końcu książki. W sposób prosty, napisał jak powstawało każde opowiadanie, skąd brał pomysły, kto go inspirował. Świetny pomysł!

9/10

Tytuł oryginalny: Les deux messieurs de Bruxelles
Wydawnictwo: Znak
Tłumaczenie: Agata Sylwestrzak-Wszelaki
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 312

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:


Oraz zapraszam na:


4 komentarze:

  1. Schmitt umie napisać dobrą książkę, bardzo chętnie się zapoznam. A kilka słów na końcu od autora często wiele rozjaśnia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie przepadam za jego prozą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miała okazję czytać jeszcze przed premierą:) Schmitta biorę w ciemno:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Schmitta bardzo cenię, ale tej książki nie miałam jeszcze okazji czytać. Z pewnością jednak sięgnę po twojej opinii :)

    http://anonymous-reader-reviews.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Staram się odpowiedzieć na każdy komentarz. Dziękuję za wizytę i zapraszam ponownie :)