28 sierpnia 2013

Nicholas Pileggi - Chłopcy z Ferajny

Autor: Nicholas Pileggi
Tytuł: Chłopcy z Ferajny
Tytuł oryginalny: Wiseguy
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Wydawnictwo: Aramis
Tłumaczenie: Bernard Andrzejewski
Rok wydania: 1991
Ilość stron: 310
Moja ocena: 9/10


Obejrzałeś już film? A więc przeczytaj jeszcze książkę! Bowiem cała jej zawartość jest prawdą, szczerą prawdą i tylko prawdą. Dzieje "Chłopców z ferajny" to prawdziwy, fascynujący dokument, autentyczna relacja, swoista spowiedź przestępcy, książka daleka od literackiej fikcji, choćby nawet stworzonej przez tak wybitnych twórców, jak Mario Puzo. Skoro więc masz mocne nerwy i nie narzekasz na brak wyobraźni, potraktuj tę lekturę jako wewnętrzny kategoryczny imperatyw, swoistą własną "propozycję nie do odrzucenia", a zyskasz w zamian niezapomniane czytelnicze przeżycia.

Czego spodziewałam się po tej książce? Szczerze mówiąc, sama nie wiem. Liczyłam na mocną lekturę, trzymającą w napięciu. A co dostałam? Dostałam taką historię, że aż ciarki człowieka przechodzą. Dostałam historię, która wydarzyła się na prawdę. Dostałam coś, czego się nie spodziewałam. Dostałam lekcję historii o Amerykańskich gangsterach z lat 60` i 70`.

Henry Hill wkroczył w życie ferajny niemal przez przypadek. W roku 1955, kiedy miał jedenaście lat, przypałętał się na obskurny postój taksówek, szukając pracy w niepełnym wymiarze godzin, słowem pracy po szkole. Całą ferajną rządził Paul Vario, który był nietykalny. Miał "plecy" wszędzie. Na policji, w sądach, w prokuraturze, w więzieniach, jednym słowem wszędzie. Henry do ferajny wkraczał pomału. Z początku był tylko chłopcem na posyłki, a gdy szefowie zobaczyli, że można mu ufać, dostawał większe zlecenia, np handel kradzionymi papierosami. Jego opiekunem od początku był James 'Jimmy' Conway, największy złodziej w mieście. Nie to, żeby potrzebował kraść. Miał kasy jak lodu. Po prostu lubił kraść. I od tej pory tak wyglądało życie Henry`ego. Tylko takie życie znał. Nie wyobrażał sobie, by kiedykolwiek to się zmieniło. Był gangsterem i był z tego dumny.

To nie jest lekka lektura. Poznajemy świat, który rządzi się swoimi prawami, w którym rządzą bossowie mafii. Jeśli masz umrzeć, to dostaniesz kulkę od człowieka, którego uważałeś za przyjaciela. Hazard, broń, dziwki, alkohol, kradzieże większe i mniejsze z lotniska są na porządku dziennym. Sześćdziesiąt dni w więzieniu traktowali jak urlop. A gdy przyszło im odsiedzieć większy wyrok (4 lata w przypadku Henry`ego), wyglądało to tak, jakby byli na wczasach. Życie w więzieniu wyglądało właściwie tak, jak na zewnątrz, z tym, że nie mogli opuszczać murów więzienia. Większość strażników było opłaconych. Przemyt jedzenia, alkoholu, narkotyków, czy czego tam potrzebowali, nie stanowił żadnego problemu. Życie jak w Madrycie.

Najbardziej co mnie w tej książce ruszyło, to życie żon gangsterów. Tak, wiem, pewnie powiecie, że same się na to zgodziły, ale serce nie sługa. Weźmy np. taką Karen, żonę Henry`ego. Z początku, gdy go poznała, była święcie przekonana, że pracuje on w branży budowlanej. Dopiero po ślubie okazało się, czym zajmuje się tak na prawdę. Z początku wydało jej się to pociągające i w ogóle... Ale z czasem przestało być tak kolorowo... W "tym" świecie posiadanie kochanki to właściwie wymóg. Gdy Karen siedziała w domu z dzieckiem, on był z inną. Rozwód nie wchodził w grę. Po prostu nie i już. Życie żony gangstera nie jest wcale takie łatwe jak mogłoby się wydawać. Nie są to tylko drogie futra, diamenty, piękne domy i samochody. Gdy zapuszkują męża, trzeba zrobić wszystko co tylko możliwe, żeby wyciągnąć go z pierdla. Gdy policja ma nakaz przeszukania domu, trzeba siedzieć cicho i nic się nie odzywać. Gdy mąż jest u kochanki, trudno, trzeba poczekać aż wróci. Ciężkie życie.

Książka jest napisana w bardzo fajny sposób. Jest to swego rodzaju biografia, gdzie autor jest narratorem, a w całość wplecione są wypowiedzi Henry`ego, jego żony Karen oraz kochanki, Lindy. Nie ma dialogów. Ani jednego dialogu w całej książce. Gdy jest zdanie wypowiedziane np. przez Jimmy`ego to jest to w formie cytatu. Mi to akurat bardzo przypadło do gustu, bardzo fajnie się to czytało.

A teraz porównajmy książkę z filmem. Cóż mogę powiedzieć... Cholernie ciężko jest mi stwierdzić, co bardziej mi się podobało! Film zrobiony bardzo dobrze, obsada rewelacyjna, klimat genialny! Co prawda było kilka zmian, np. jeśli chodzi o nazwisko Paula Vario. W filmie brzmiało ono Cicero. Nie wiem po co ta zmiana, no ale ok. Nie będę się czepiać :)

Film, jak i książka wywarły na mnie ogromne wrażenie. Jeśli ktoś lubi klimaty gangsterskie, zwłaszcza z lat 60` to polecam i książkę i film! Gwarantuję, że się nie zawiedziecie. Zakończenie książki mnie powaliło! Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jest to jedna z lepszych książek, jaką kiedykolwiek przeczytałam! Ocena 9/10 jest tylko dlatego, że w książce było sporo błędów, literówek. Gdyby nie to, byłby max.

3 komentarze:

  1. Ja chyba film oglądałam i z tego, co pamiętam to mi się podobał:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominuję Cię do Libster Blog Award !

    OdpowiedzUsuń
  3. O filmie słyszałam, ba chyba jak każdy, ale nie spodziewałam się, że gdzieś czai się jeszcze książka. Wolę zaczynać od literatury, więc przed oglądaniem po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń

Staram się odpowiedzieć na każdy komentarz. Dziękuję za wizytę i zapraszam ponownie :)